Serwis pielgrzymkowy

Dziś był ostatni dzień zajęć, jutro przedstawiamy nasze prezentacje, a wieczorem odbędzie się przyjęcie pożegnalne. Jutro także pojawi się zapewne ostatni post na blogu, w którym podsumuję ostatnie trzy tygodnie.

Na porannym wykładzie poznaliśmy związek shinto z życiem codziennym mieszkańców Ise. Nad właściwie większością wejść do domów wiszą ciągle dekoracje noworoczne zwane kadomatsu.

IMG_2057

Mają one za zadanie zapraszać bóstwa do domostwa, przynosić szczęście i chronić od złego. Zazwyczaj trzyma się je do pewnego momentu po Nowym Roku, lecz w Ise wiszą one cały czas, a zdejmowane są tuż przed końcem roku, aby zaraz powiesić nowe.

Poznaliśmy także więcej informacji o świętach powiązanych z Shikinen Senguu, w których uczestniczą zwykli mieszkańcy miasta. Są to Okibiki i Oshiraimochi. W pierwszym wyznawcy przeciągają na teren świątyni drewno do budowy, a w drugim kładą świeże białe kamienie na terenie nowopowstałych pawilonów. Bardzo chciałabym wziąć udział w Oshiraimochi, gdyż podczas tego święta można wejść aż pod sam główny pawilon, a szczęśliwcom udaje się zerknąć do środka. Ponieważ bóstwo jeszcze w nim nie mieszka, jest to możliwe.

Obiad zjedliśmy dziś w restauracji KuraDE Pasta (lub KuraDE Ramen, bo podzieliliśmy się na Grupę Pasta i Grupę Ramen). Spaghetti w wersji przyrządzonej przez Japończyków też jest pyszne 😀 Przy restauracji znajduje się też mała fabryka, w której powstaje sos sojowy, wywar miso i parę innych pyszności 🙂

Po sycącym posiłku udaliśmy się na spacer po okolicach Gekuu śladami kapłanów Onshi. Punktem kulminacyjnym wycieczki była jedyna pozostała w całości rezydencja kapłana Maruoka. W środku wysłuchaliśmy wykładu potomka tego kapłana! Ciągle mieszka na tej samej posesji, co jest czymś naprawdę wspaniałym.

20140312_152741 20140312_153048 20140312_153056

W rezydencji też odtworzono posiłek, jaki Onshi zanosili pielgrzymom będącym pod ich opieką.

A na dziś to już koniec, bo jestem zmęczona długim spacerem i tworzeniem prezentacji na jutro 🙂

Słoneczny Patrol

Dzisiejszy dzień był dniem porażek transportowych. Rano wysłuchaliśmy wykładów o Kamiyashiro i Oominato, dwóch dzielnicach w Ise, które służyły jako port i punkt, gdzie docierali pielgrzymi do Jinguu. Dowiedzieliśmy się też o roli Onshi, kapłanów, którzy reklamowali Jinguu w całej Japonii i ofiarowywali modlitwy przekazane im przez wyznawców – w Jinguu nie można było modlić się samodzielnie, a tym bardziej we własnej intencji.

Po posiłku w nowootwartej stołówce (nasza aktualna jest w remoncie), który był smaczny, ale nie aż tak jak w poprzedniej, ruszyliśmy w trasę. Kamiyashiro i Oominato są położone właściwie przy samym poziomie morza, nawet dawno temu były zniszczone przez tsunami. Jednym z najwyższych punktów w okolicy jest most, na który weszliśmy, aby zobaczyć okolicę.

IMG_2766 IMG_2768 IMG_2774

Kamień pamiątkowy przy porcie, gdzie wysiadali pielgrzymi.

IMG_2783

Główna droga, przy której spotkaliśmy donośnie nas witającego shibę.

IMG_2784 IMG_2787

I lokalne świątynie, przy czym druga jest podległa Gekuu.

IMG_2792 IMG_2799 IMG_2801 IMG_2803

Następnie odwiedziliśmy muzeum, w którym pokazywano różne dawne przedmioty czy stroje związane ze statkami, a także drewniane modele samych statków. Na dachu był taras widokowy, z którego, pomijając widoki na miasto, widać było ładny, skromny ogródek.

IMG_2815 IMG_2819 IMG_2823

Następnie udaliśmy się do Oominato. Łódką. Tak bardzo nie chciałam na nią wejść i miałam rację. Zepsuła się xD (to aż zasługuje na tą emotikonę). Padł silnik, może i utknęliśmy na dość płytkim miejscu (ponoć dałoby radę iść po dnie, ale to tylko tamto miejsce…), ale po chwili zniosło nas na kije ostrzegające o niebezpiecznym miejscu. O ironio. Piski dziewczyn (i moje) wypełniały łódkę, do czasu, aż Asia przystąpiła do ratowania sytuacji i przywiązała nas do jednego z nich, aby nami nie miotało. Oczekiwaliśmy na ratunek, a w międzyczasie podano racje żywieniowe – niektórzy podzielili się jedzeniem 😉 Panowie, którzy nas uratowali, może i byli zwykłymi staruszkami, ale w naszych oczach lśnili niczym David Haselhoff w Słonecznym Patrolu. Czy jakoś tak. Sam ratunek też był stresujący, bo ciągle obijaliśmy się o ich łódkę. Dopiero po jakimś czasie przymocowano nas równolegle. Także wyjście na ląd było straszne, wysadzili nas na ruchomym pomoście, który trzymał się na pustych beczkach. Nie nie nie. Bałam się po tym iść sama… Cóż poradzić, po prostu bardzo boję się łódek i innych urządzeń pływających. A wszystkiemu temu przyglądał się Księżyc.

A, później zepsuły się drzwi w autobusie 🙂 Na szczęście jakoś ruszył.

IMG_2825 IMG_2827 IMG_2828

W Oominato poznaliśmy historię miasta i jego zabytki, ale z powodu dużego opóźnienia spowodowanego awarią łódki nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie. I na sam koniec znów aparat mnie zawiódł… Zoom musi za bardzo pożerać baterię.

IMG_2838

Tak, w Japonii są palmy. A ta w dodatku jakby nigdy nic rośnie wśród “normalnych” drzew.

IMG_2841

I pies z reklamy sieci komórkowej Softbank 🙂 Polecam poszukanie reklam na youtubie.

IMG_2849

Kobayashi-san powiedziała, że to najprawdopodobniej górska odmiana wiśni.IMG_2850

Do napisania!

Zmęczenie wszechogarniające

Na wstępie od razu przepraszam, niestety nie będzie dziś dłuższego posta i tony zdjęć, bo jestem po prostu zmęczona po wyczerpującym weekendzie 😦

Mogę za to napisać, że było super! Jutro zdam raport pełen zdjęć. Spodziewajcie się dużo jeleni wschodnich shika i Kasuga Taisha.

W skrócie:

shika – check

karaoke – check

maiko w Kioto – check

Jakby nie patrzeć udany wyjazd 😀

shika

Wspomnienia dni poprzednich

Dziś będzie post bardziej ogólny 🙂

Z dzisiejszych wykładów nie mam niestety za wiele do zrelacjonowania, bo były bardzo skoncentrowane na specyficznych i ciężkich tematach. Za to osoby, które je wygłosiły, są jak najbardziej godne uwagi. Mianowicie byli wśród nich dyrektor uniwersytetu i prezes zarządu, który już nie daje normalnych wykładów, więc zdecydowanie spotkał nas zaszczyt.

Gdzie poszlibyście, jeśli chcecie kupić pocztówki? Na pewno nie na pocztę, tam nie mają. Cóż no, człowiek w końcu miał chwilę czasu na pójście gdzieś poszukać coś i skończyło się to naprawdę sporym zaskoczeniem. Przynajmniej kupiłam znaczki, zawsze też coś. Tak więc przepraszam oczekujących, ale zaszły komplikacje.

Jak wygląda sytuacja, kiedy przez chodnik prowadzi wyjazd z parkingu i ty chcesz przejść, a kierowca akurat wyjeżdża? Stoisz i ty, i on, i się nawzajem sobie kłaniacie i pokazujecie, żeby druga osoba szła/jechała. Tak samo jak kogoś przepuścisz, to ta osoba też się ukłoni. I ty też oczywiście. Podoba mi się taka uprzejmość 🙂

Wiem też już, czemu ciągle mi mówią, że jestem kawaii, czyli urocza/przesłodka/itp. Przez włosy. Jakby nie patrzeć nie mogę ukryć się z moimi długimi blond włosami, że jestem nietutejsza. Nawet rano, kiedy przeglądałam gazetę na stolikach przy wejściu ktoś mnie zaczepił z tyłu i zapytał, skąd jestem. I uwaga! Na hasło, że Polska, nie powiedział wcale Chopin, tylko Maria Curie (człon Skłodowska jest właściwie tylko nauczany u nas, popytałam też ludzi z innych krajów).

Japończycy na każdym kroku będą się dziwić, jak wspaniale mówisz w ich języku. Zawsze, nawet jeśli się mylisz. Więc dobrze jest poprosić, żeby poprawiali nas w takich sytuacjach. Może się uda 😛 Ja poprosiłam i niestety nie przyniosło to efektu.

Cały czas czekam, aż ktoś użyje w końcu sformułowania “trzy dni później”, bo chcę usłyszeć “sasatte” w akcji. Niestety, nawet kiedy dziś mieliśmy objaśniane plany na poniedziałek usłyszeliśmy “a co do poniedziałku…”.

Jeśli chcecie spróbować czegoś pysznego do picia polecam gorąco Calpis. Wodę albo sodę. Tego smaku nie da się opisać, trzeba spróbować! A z sosów… Tylko sos sezamowy! Jest przepyszny, jeśli zmieszczę się wagowo z bagażem to go biorę 😀

Zapewne znacie zaawansowane technologicznie toalety japońskie z toną różnych przycisków, gdzie pełni obawy nie chcecie niczego dotykać, bo jeszcze traficie na przycisk uruchamiający autodestrukcję. Otóż na próżno jest szukać tam spłuczki. Przynajmniej na modelach dostępnych u nas. Spłuczka jest zamontowana bezpośrednio na rurze.

A jutro jedziemy na weekend do Nary i Kioto. Zdjęcia wrzucę dopiero w niedzielę, bo nie biorę laptopa (tutaj pewnie wielkie zdziwienie paru osób, pozdrawiam gorąco ;D). Coś na pewno napiszę za to z telefonu, bo w hotelu, gdzie się zatrzymamy, jest uwaga… wi-fi! Wbrew pozorom jest to dość rzadkie, w akademiku mamy połączenie tylko przez kabel. Jutro też czeka mnie pierwsza przejażdżka japońskim pociągiem 😀

Do napisania!

 

Kup pan rybę

 

Dziś zwiedzaliśmy dawne dzielnice kupieckie, Kawasaki i Furuichi. Jak się okazało, Furuichi jest bardzo blisko naszego akademika. Rano wysłuchaliśmy dwóch wykładów o tych dzielnicach, a po przerwie obiadowej ruszyliśmy taksówkami do Kawasaki, które znajdowało się dość daleko. Wysiedliśmy tuż przy rzece Miyagawa, na przy której wylegiwały się żurawie (?) i pływały japońskie odmiany kaczek.

IMG_2212 IMG_2213 IMG_2216

Zwiedziliśmy muzeum poświęcone kupcom czasów mieszczańskich. Budynek, w którym się ono znajdowało, został odrestaurowany, lecz w większości składał się ze starych elementów. Należał on do kupca, który prowadził własny browar i sprzedawał piwo o marce “biały jeleń/daniel/jeleń wschodni shika” (白鹿, hakushika). Potomkowie jego produkują też nadal cydr “S cider”. Cydr był dawniej uważany za napój luksusowy. W muzeum tym było sporo eksponatów typowych dla kupców – różne zapisy księgowe, zamówienia, itp. Mieli też świetny plakat reklamujący wspomniane wyżej piwo.

IMG_2218

Przyłapałam kogoś na gorącym uczynku! Perfidne parkowanie tuż pod zakazem parkowania, oj nieładnie.

IMG_2219 IMG_2222 IMG_2223 IMG_2225

IMG_2238

Minęliśmy też wejście do świątyni bóstwa opiekującego się kupcami, lecz niestety z braku czasu nie odwiedziliśmy jej. Podobna sytuacja była w przypadku świątyni buddyjskiej, której zdjęcie będzie później.

IMG_2240

Weszliśmy też do bardzo starego drewnianego budynku, który służy obecnie jako muzeum architektury – po prostu przyjeżdża do niego wielu architektów, którzy chcą obejrzeć, jak się kiedyś budowało. Ja sama się bałam tego miejsca, bo wszystkie deski skrzypiały, nie raz były w nich dziury, a schody przystosowane były do małych stóp – i były bardzo strome.

IMG_2243

Po drodze przy jakiejś kafejce znalazłam śliczną dekorację w kształcie królika 🙂

IMG_2248

Następnie pojechaliśmy do Furuichi, gdzie odwiedziliśmy bardzo stary ryokan (旅館), czyli hotel w tradycyjnym stylu japońskim. Co ciekawe, normalnie nie jest to możliwe. Był on bardzo duży, miał sporo pięter w dół, gdyż zbudowany jest na zboczu. Jest też wpisany na listę zabytków. Niestety, jak w większości miejsc, tak i w Asakichi (麻吉) prawie wszędzie był zakaz robienia zdjęć.

IMG_2249 IMG_2250 IMG_2253 IMG_2255 IMG_2259

Dalej kontynuowaliśmy spacer do muzeum, w którym pokazywano prywatne zbiory jednego z mieszkańców Ise związane z kupcami. Później poszliśmy do muzeum sztuki, gdzie prezentowano wiele pięknych obrazów kobiet (tak, tutaj też niestety był zakaz fotografowania). Na sposób powrotu wybraliśmy długi spacer – byliśmy zbyt blisko, by nadrabiać dookoła drogi autobusem.

Z ciekawostek – na słupach w okolicy wisiały takie oto plakaty proszące o sprzątanie po psach.

IMG_2262

“Psia kupo, widzę cię”

Zdublowana świątynia

Zgodnie z przewidywaniami pogoda niestety nam nie dopisała, więc wizyta w Gekuu nie była aż tak udana, jak liczyliśmy.

Rano wysłuchaliśmy wykładu (sensei miał dziś urodziny, co zamieścił też w prezentacji :)) o tym, jak dawniej wyglądały okolice Gekuu i w jaki sposób pielgrzymi odwiedzali Ise. Pielgrzymka nie była tylko wydarzeniem w życiu jednostki, najbliższa rodzina jak i społeczność z wioski przeżywali ją razem z osobą udającą się w daleką podróż. Wiele o przebiegu takich wypraw możemy dowiedzieć się z notesów z zapiskami wydatków, których wiele zachowało się w dobrym stanie. W notesach tym możemy znaleźć nazwę miejsca, gdzie ktoś się zatrzymał, gdzie ono było, w jakiej odległości. Sprzedawcy, aby poświadczyć ten fakt, przybijali swoje pieczątki.

Po przerwie obiadowej ruszyliśmy autobusem w stronę Gekuu. Raczej mało kto był zadowolony z tego, że musimy opuszczać klimatyzowane pomieszczenie na rzecz wielkiej ulewy. Cóż poradzić. Kobayashi-san znalazła bardzo dobra uzasadnienie na moje narzekanie, że podczas wizyty u Amaterasu w Naikuu mieliśmy ładną pogodę (bo bogini słońca). Toyouke, czczona w Gekuu, jest boginią żywności, więc ten deszcz to deszcz sprowadzający urodzaj. Jakby nie patrzeć, ma to sens. Droga do głównego sanktuarium jest o wiele krótsza niż w przypadku Naikuu oraz możemy zobaczyć ciągle stojące obok siebie obie budowle – starą i nową światynię. Widok jest naprawdę niesamowity.

IMG_2182

Dzień sponsorowany bardzo wabi (dokładne wyjaśnienie można zdobyć na różnych stronach internetowych, w bardzo dużym uproszczeniu jest to piękno rzeczy nieidealnych) parasolką Mujeeba 😀

IMG_2184 IMG_2185 IMG_2186 IMG_2187 IMG_2190 IMG_2192 IMG_2194 IMG_2198 IMG_2200 IMG_2204 IMG_2206

Po odwiedzeniu świątyni udaliśmy się do muzeum Senguu. Niestety, obowiązywał tam zakaz robienia zdjęć. Muzeum bardzo polecam! Ten moment, kiedy stoisz przed fragmentem repliki głównego pawilonu Naikuu w skali 1:1 po prostu zapiera dech w piersiach. Wielkości tej nie widać tak bardzo z daleka, kiedy odwiedzi się świątynię. Dodatkowo w muzeum przedstawione są wszystkie etapy tego święta. Każdy najmniejszy element wykonywany jest ręcznie, w sposób tradycyjny. Wszystko, także narzędzia czy dekoracje, można zobaczyć właśnie w tym muzeum.

Kiedy zakończyliśmy zwiedzanie i wyszliśmy na zewnątrz, w końcu przestało padać. Dobrze się złożyło, bo mieliśmy 1,5h wolnego czasu na spacer po okolicach Gekuu. Chętni mogli pójść z senseiem na wycieczkę “z przewodnikiem”, na co chętnie przystałam. Sensei opowiedział nam o dawnym wyglądzie ulic, złożyliśmy też wizytę w świątyni Tsukiyominomiya. Tsukiyomi jest bratem Amaterasu oraz, można powiedzieć, jej przeciwieństwem, gdyż jest bogiem księżyca.

Po ponownej zbiórce pojechaliśmy taksówkami do restauracji, która słynie z serwowanego piwa i ostryg. Na szczęście mogliśmy też zamówić coś innego 🙂 Piwa mieli przepyszne, do tego na parterze posiadają swój własny browar 😀 Wiele ze sprzedawanych u nich trunków dostępne jest tylko lokalnie. Osobiście mogę polecić Niihime, czyli nową księżniczkę. A co działo się w czasie picia, pozostaje tylko w głowach biorących udział (lub na zdjęciach…).

Jutro poznamy historię kolejnych części miasta oraz pójdziemy je odwiedzić.

Wykłady, wykłady

 

Dziś dzień upłynął nam pod znakiem wykładów, ale dwa poranne były praktycznie czasem wolnym. Mieliśmy możliwość zapytać senseiów o rzeczy, które nas zaintrygowały, wrzucić nowe posty na nasze blogi/strony/cokolwiek, albo też po prostu się zrelaksować. Ja wybrałam opcję relaks + rozmowa z senseiami 🙂 Zdobyłam informacje, które pomogą mi przy pisaniu pracy.

Pierwszy wykład popołudniowy był poświęcony Japończykom i religii. Przedstawiono nam mit o powstaniu Japonii. Była sobie para dwóch bóstw, Izanagi i Izanami. Wzięli ślub, a Izanami urodziła najpierw Wyspy Japońskie. Później zaczęła rodzić różne bóstwa, w tym bóstwo ognia, przy którego porodzie zmarła z powodu odniesionych obrażeń. Zrozpaczony Izanagi udał się do krainy ciemności, Yomi no Kuni, aby odzyskać żonę. Prawie mu się to udało, gdyż otrzymał jeden warunek – ma się na nią nie oglądać, dopóki nie wrócą na Ziemię. Niestety, jego ciekawość była silniejsza. Zawstydzona Izanami rozstała się z nim na dobre. Izanagi po powrocie z Yomi no Kuni zabił bóstwo ognia – wtedy narodziły się kolejne kami. Poddał się także rytualnemu oczyszczeniu w wodzie, gdyż podczas pobytu w krainie ciemności został skalany – przy tym akcie również powstały nowe bóstwa. Mit ten przyda się też później, bo drugi wykład traktował o mitach. Sensei poruszył także temat “rzeczy” i “ludzi”. Oba te słowa brzmią po japońsku mono (もの), różnią się jedynie znakami – rzeczy zapisujemy jako 物 a ludzi jako 者. Co ciekawe, tyczy się to tylko czytania japońskiego, czytania wywodzące się z Chin są zupełnie niepodobne do siebie. Przykład ten pokazuje równość świata ożywionego jak i nieożywionego wobec siebie.

Drugi wykład był bardzo ciekawy, gdyż pokazał nam podobieństwa mitów na całym świecie, ale skupiał się dokładniej na greckich. Poruszaliśmy na nim problematykę interpretacji różnych mitologii – czy są one wytworem wyobraźni czy też może bazowane na faktycznych historiach. Mity powstawały niezależnie od siebie w wielu miejscach na świecie, ale mimo tego widać w nich te same elementy. Sensei pokazał nam “tabu niepatrzenia” na przykładzie Orfeusza i Eurydyki oraz Izanagi i Izanami. W obu mitach występuje śmierć żony, udanie się do krainy znajdującej się poza światem wydarzeń głównych, zakaz oglądania się za siebie, złamanie tego zakazu oraz ostateczne rozejście się małżonków. Właściwie jedyną różnicą w przypadku Japonii jest brak obecności mediatora między małżonkami – w micie greckim to Pluton zakazał patrzenia na żonę, w japońskim sama żona.

Bardzo ciekawą rzeczą było także wyjaśnienie pochodzenia wyrażenia “mizu ni nagasu (水に流す)”, co na polski możemy przetłumaczyć jako “puścić w niepamięć”. Japończycy bardzo łatwo wybaczają, jedno słowo “przepraszam” najczęściej załatwia sprawę. Skąd to się wywodzi? Otóż Izanagi po powrocie z Yomi no Kuni poddał się rytualnej ablucji – jest ona kontynuowana do tej pory przez kapłanów czy wiernych odwiedzających świątynie. Podczas tego rytuału “puszczasz swoje brudy z wodą”, czyli właśnie “mizu ni nagasu”. Także tutaj leży problem w przypadku rozliczenia się z II W.Ś., ale to już zupełnie inny temat. Zgodnie z teorią prowadzącego, Kojiki, czyli mity japońskie spisane z rozkazu cesarskiego, są podstawą dla kultury Japonii jak i wzorcem zachowań dla samych obywateli, co widać np. właśnie w kwestii wybaczania. Jeśli coś popłynie hen daleko z wodą, to jest już to sprawa zakończona i nie ma się nią co zajmować.

Ostatni wykład z dzisiaj poświęcony był Bushidou, ale nie takiemu, jakie zazwyczaj znamy. Słuchaliśmy o związkach Bushidou z shinto, a nie, jak to najczęściej jest, z zen czy konfucjanizmem. Dowiedzieliśmy się o początkach klasy wojowników. Byli to ludzie, którzy nie bali się zapuszczać w góry, teren nieznany, teren bóstw, aby poszerzać swoje własne ziemie. Prawdziwy Bushi musiał władać ziemiami “odebranymi” górom, jak i mieć swoje zasługi uznane. Dodatkowo nie mógł być dobry tylko w “machaniu mieczem”. Początkowo walczono najczęściej za pomocą łuku, przy polowaniach. Bushi musiał wprawnie posługiwać się mieczem, łukiem, włócznią, dosiadać konia oraz – co może się wydawać dziwne – być adeptem tradycyjnych sztuk artystycznych. Dodatkowo musiał być zawsze gotowy na śmierć. Opowiedziano nam o przykładzie dwóch podwładnych wybitnego dowódcy Takedy Shingena: dwóch jego wasali pokłóciło się ze sobą. Takeda postawił ich przed sąd i nakazał zabić się obu z nich. Dlaczego? Ponieważ nie walczyli ze sobą na serio – żaden z nich nie dobył swego miecza, czyli nie był gotowy na śmierć, nie brał walki na poważnie. Takie osoby mogą okazać się zgubne dla całej armii podczas prawdziwej bitwy lub narazić władcę na pośmiewisko.

Biegłość w sztukach humanistycznych była wymagana, ponieważ Bushi musiał wyróżniać się od przeciętnych ludzi – walki bronią może nauczyć się prawie każdy, ale nie każdy będzie wybitnym człowiekiem. Może się wydawać, że Bushi byli podobni do europejskich rycerzy. Częściowo tak, lecz rycerzom bliżej do arystokracji, a arystokracja nie uprawia własnych pól – tak, Bushi parali się także rolnictwem. Stwierdzenie, że byli ludźmi oświeconymi, nie będzie na wyrost 🙂

Pogoda nas niestety zawodzi – jutro odwiedzamy Gekuu, a zapowiadają deszcz 😦

Ise Boskiego Wiatru

Pamiętacie post, w którym pisałam o makurakotoba? Określenie na Ise jak najbardziej opisuje dzisiejszą pogodę.

Rano wysłuchaliśmy wykładu o dziejach okolic Ise. Jednym z powodów, dla którego przeniesiono tutaj kult Amaterasu była także bliskość miejsca, w którym produkowana była sól – a sól używana jest do przygotowywania ofiar z jedzenia. Po drugiej stronie zatoki wytwarzane są także jedwabne nici, które z kolei są potrzebne do ofiar z odzieży. Japońscy bogowie nie mają żadnej formy, lecz mimo tego są bardzo ludzcy – muszą jeść i potrzebują odzienia.

Pierwsze kontakty dawnej stolicy Japonii z prowincją Ise były handlowe – w zamian za sól otrzymywali oni ceramikę. Sól ta była wydobywana z wody morskiej w długim i skomplikowanym procesie, który ciągle jest kontynuowany, ale o tym później. Wykładowca przyniósł nam także różne fragmenty i wyroby z dawnych czasów.

Przy okazji, czy wiecie o istnieniu imikotoba (忌詞), czyli zakazanych słów lub eufemizmów, które był używane w ich zamian? Dla przykładu, jeśli ktoś był mnichem buddyjskim, to nie mógł wejść na tereny Jinguu. Jak w takim razie nazywano mnichów? Kaminaga (髪長), czyli “długowłosy”. Sęk w tym, że mnisi byli idealnie wygoleni 🙂

IMG_1981 IMG_1982 IMG_1983

A dziś na obiad w stołówce było… Omuraisu! Czyli ryż smażony z mięsem, na którym jest położony omlet. Po prostu tyle wygrać, zawsze chciałam spróbować, było pyszne!

IMG_1986

Po jedzeniu pojechaliśmy autobusem do Futami, które jest znane głównie z Meotoiwa, czyli zaślubionych kamieni. To akurat był nasz ostatni punkt programu.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od zatrzymania się przy miejscu, gdzie na początku lipca rozpoczyna się przygotowywanie soli na ofiary dla Amaterasu. Nazywa się ono Mishiohama i wygląda bardzo niepozornie. Zaraz obok płynie rzeka Isuzugawa, a z powodu bliskości ujścia do morza, woda w tym miejscu jest zasolona oraz ciągle posiada minerały z rzeki. Niestety nie mieliśmy żadnych szans na obejrzenie przygotowań, lecz przewodnik miał wszystko na zdjęciach.

IMG_1990 IMG_1994IMG_1992  IMG_1995 IMG_1997 IMG_1998 IMG_1999 IMG_2001

Sól jest zanoszona do pobliskiej świątyni Mishiodono, gdzie jest przechowywana w spichlerzach, a następnie od początku marca wypalana – akurat początek tych prac przypada na jutro.

IMG_2006 IMG_2010 IMG_2011 IMG_2013 IMG_2016

Początkowo oba miejsca były tuż obok siebie, ale ponieważ morze nie raz zalewało i niszczyło plac, został on przeniesiony dalej.

Następnie rozpoczęliśmy spacer po mieście Futami. Pierwszym punktem naszej wycieczki było miejscowe centrum kultury, gdzie wystawione są właśnie lalki Hina na święto Hinamatsuri (to dziś!) Lalki są śliczne, ale ograniczę ilość ich zdjęć, bo ile można 🙂 Pierwszy raz widzieliśmy ich tyle w jednym miejscu, a kolejne odwiedzone przez nas muzeum także było ich pełne. Ciekawe są “współczesne lalki Hina”, gdzie pojawiają się postaci z popkultury.

IMG_2020 IMG_2021 IMG_2026 IMG_2027 IMG_2028 IMG_2029 IMG_2032 IMG_2036 IMG_2050

Przed centrum była poniższa wystawa, są to lokalne maskotki. Żaby nie zostały wybrane przypadkowo, są one uważane za posłanników bóstwa.IMG_2052

Przeszliśmy do Hinjitsukan – budynek został postawiony w 1887 roku, jego celem było przyjmowanie ważnych gości odwiedzających Jinguu. Zatrzymywali się w nim głównie ludzie powiązani z cesarzem – w środku jest nawet ich lista. Aktualnie trwa wystawa lalek Hina, których zdjęcia już odpuszczę 🙂

IMG_2071 IMG_2073 IMG_2076 IMG_2077 IMG_2087 IMG_2092 IMG_2095 IMG_2102 IMG_2104 IMG_2108 IMG_2112 IMG_2126

W salonie znajduje się nawet scena teatru Noh. Budynek służył do roku 1999 jako ekskluzywny hotel, co jest też wyjaśnieniem różnych kolorów drewna na ostatnim ze zdjęć – jeden z gości pod wpływem alkoholu zepsuł ściankę.

Ostatni punkt naszej dzisiejszej wycieczki to Meotoiwa, zaślubione kamienie. Są one dość znane nawet wśród osób nie zajmujących się Japonią. Podczas zimy, kiedy spojrzymy z pomiędzy obu kamieni, podobno widać górę Fuji. Podobno… Albo po prostu jest już zbyt późna zima i mimo ładnej, ale strasznie wietrznej pogody, było już za późno. Lub to ja nic nie widzę. Wyjątkowo zdjęcia w dużej rozdzielczości, chętni mogą poszukać 😀 Na terenie świątyni (bo jest tam też świątynia, która wcale nie czci owych kamieni, a jedną skałę znajdującą się pod wodą miedzy nimi) było pełno par, gdyż fama niesie, że pary, które się tam udadzą pomodlić, zwiążą się ze sobą w szczęściu. Świątynia Okitama poświęcona jest małżeństwom, szczęśliwemu macierzyństwu i wypędzaniu złych duchów.

IMG_2162 IMG_2167

Jutro dzień wykładów, zapowiadają deszcz, wiec niech pada i da nam ładną pogodę na środę 😀

To już tydzień

Minął już pierwszy tydzień naszego pobytu. Ponieważ w związku z wieloma różnymi zmianami w planie, dziś mamy wolny dzień. Sporo osób gdzieś pojechało, ale ja zdecydowałam się zrobić sobie wolne i nie robić nic. Mówiąc nic nie mam na myśli spędzania całego dnia leżąc w łóżku, chociaż faktem jest, że skorzystałam z okazji i trochę dospałam 🙂

Udało mi się zamówić słownik elektroniczny z amazonu, w końcu najwyższa pora na to. Jest tani i dobry… A czemu tani? Bo różowy. Tak, wersja czarna była droższa o 5000 jenów. Cóż, słownik ma mi służyć do szukania znaków, i tak będę trzymać go w futerale więc kolor aż tak nie będzie mi przeszkadzał.

Z ciekawostek różnorakich: jestem pod wrażeniem jednego z najtańszych dań gotowych z rodzaju instant yakisoba. Pomijając, że soba to był zwykły makaron pszeniczny, samo opakowanie zadziwiło mnie najbardziej. Przyprawy i makaron były oddzielone od siebie niczym w zupkach od vifona, tutaj też sos był w wersji płynnej. Zazwyczaj, jeśli chce się zrobić sobie instant jedzenie w wersji niezupnej to trzeba przyrządzić makaron osobno – nie tutaj! Instrukcja przygotowania mówiła: otwórz opakowanie do wyznaczonej linii, wyjmij sos i przyprawy, zalej wodą do zaznaczonego miejsca i potrzymaj przez trzy minuty. Uwaga, teraz to, co mnie pozytywnie zaskoczyło! Z drugiej strony pokrywki była nalepka, którą się zrywało i odcedzało makaron, gdyż pod nią było coś w rodzaju plastikowego sitka. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim.

Jak być może wiecie, Japończycy nie rozróżniają naszych zachodnich ‘L” i “R” od siebie. Szukałam w sklepie sera żółtego (swoją drogą strasznie drogi, najtańszy, do tego starty, 198 jenów za 100g, to 6zł!), a że zanim zapytam pracownika wolę przeszukać sklep sama, to szukam, szukam, czytam napisy na ścianach. Moją uwagę przykuło “Daily products” w dziale z lodówkami. Co? Co tam niby ma być, co niby z lodówek jest tak ważne, że używamy tego codziennie? Cóż. Po podejściu bliżej ujrzałam różne przetwory z nabiału, czyli… “dairy products”. Trzeba się do tego przyzwyczaić, błąd nie jest specjalnie dziwny, kiedy weźmie się pod uwagę “L=R” 🙂

Od jutra wznawiamy zajęcia, w ramach ich jedziemy do Futami – jeśli pogoda będzie nam sprzyjać jest szansa, że zobaczymy górę Fuji 😀