Kochanie, rozerwałam samochód!

Tytułowa żona wcale nie posiada nadludzkiej siły, po prostu mieszka w prefekturze Mie 🙂 Dzisiejszy poranek spędziliśmy w klimatach językoznawczych, które skupione były wokół dialektu obowiązującego w Ise i okolicach, a dodatkowo dowiedzieliśmy się paru ciekawostek o innych japońskich dialektach.

Pierwszy przykład to popojutrze, niby takie niepozorne słowo, ale zależnie od dialektu brzmi ono zupełnie inaczej i można się przez to bardzo nie dogadać – sensei podał nam przykład, kiedy dziewczyna z Tokio umawia się z chłopakiem z Ise na randkę “shiasatte”. W Tokio to 3 dni później, a w Ise 4. Popojutrze w Ise to “sasatte”. Ma to bardzo solidne podstawy! Dziś to “kyou”, jutro “ashita”, pojutrze “asatte”. A jak to wygląda przy tygodniach? “Konshuu” (w tym tygodniu), “raishuu” (za tydzień) i “saraishuu” (za dwa tygodnie). Lata? “Kotoshi” (w tym roku), “rainen” (za rok), “sarainen” (za dwa lata). Widzicie coś wspólnego? Otóż ten fragment “sa” pojawia się w czymś, co będzie później niż następne, stąd “za trzy dni” to sasatte – wcześniej brzmiało saasatte, ale uległo skróceniu. Ale to nie koniec ciekawostek językowych! Pomijając różne już bardzo zawiłe językowo, przejdę do tytułowego rozrywania auta. W języku japońskim, podobnie jak i u nas, słowa rozrywać (yaburu, 破る) do rzeczy cienkich i z papieru, np. kartki czy zeszytu. W Ise rozerwać można wszystko. Czyż nie jest to imponujące, kiedy rozrywa się lodówka? Otóż to rozrywać używane jest w znaczeniu, że nie można już czegoś użyć. Więc jeśli coś się zepsuło to mieszkańcy prefektury Mie nie mówią kowareru (壊れる) tylko yabureru.

Innym ciekawym słowem jest togoru (とごる), czyli stan, kiedy w kubku zostaje nierozpuszczony cukier, bo picie było już zbyt zimne. Taaaaaak 🙂 Jedyne co można zrobić to współczuć tłumaczom 😀 Czasownik jest świetny, najprawdopodobniej wywodzi się od todokooru (滞る, być w stagnacji), a jeśli ktoś chciałby opisać ten stan w Tokio musiałby się sporo naprodukować, np. tokekorazu ni nokotta – pozostało bez roztapania się. Potrzeba matką wynalazku, czasownik podobno powstał, bo chinden suru (沈殿する) znaczące to samo jest zbyt naukowe i nikt tego nie używa w rozmowie 🙂

I ciekawostka pogodowa! W Ise zazwyczaj nie pada śnieg, a jeśli już to… mniej więcej w połowie marca. Nazywa się go Ise no haruyuki (伊勢の春幸), zazwyczaj spada do około 3 cm i jest on traktowany jako zwiastun wiosny. Ciekawostka kolejna, językowa. Kiedy za czasów Edo władcy hanów musieli odwiedzać shoguna, ludzie mieli często problem z dogadaniem się z lokalnymi mieszkańcami, właśnie ze względu na dialekty. Z tego powodu zaczęto robić coś w rodzaju słowników, gdzie pisano co dane słowo znaczy w twoim własnym dialekcie.

Zastanawialiście się może, czemu niektóre z nazw japońskich mają kanji zupełnie niepasujące do czytań? A no dlatego, że wywodzą się one od makurakotoba (枕詞), czyli słów używanych do określania konkretnych rzeczy, trochę jak utarte epitety. Ise było nazywane “Kamikaze no”, czyli “boskiego wiatru”. Nie ma to nic wspólnego z kamikaze z czasów wojny, a odnosi się do silnego wiatru wiejącego w okolicach Jinguu. Przykładem zmiany zapisu przez makurakotoba może być nazwa miejscowości Asuka, obecnie nazywa się ona Nara. Pierwotnie znakami używanymi do zapisu były 明日香, czyli “jutro” i “zapach”. Ponieważ makurakotoba dla tego miasta brzmiało “Tobutori no” (飛ぶ鳥の, latającego ptaka), obecnie nazwę Asuka (tak nazywa się także jeden z okresów historycznych) zapisuje się jako 飛鳥.

Informacji, jakich się dowiedzieliśmy na tym wykładzie było jeszcze więcej!  Ale to już jeśli ktoś będzie zainteresowany to przekażę 🙂 Na lunchobiad brałam tradycyjny zestaw. Sajgonki są pyszne! Nie wiem, czemu się bałam je spróbować (znaczy wiem, warzywa). Dodatkowo widząc ostatni talerzyk z czymś, co wyglądało jak kulki z ziemniaka szybko go porwałam. Zadowolona jem, a tu nagle taki rybi smak… Okazało się, że to było takoyaki. Brrrr. Co najgorsze było… dobre. Ale jak do mnie dotarło co zjadłam to nie mogłam się przemóc dalej i oddałam innym do spróbowania. Podobno świeżo zrobione jest jeszcze lepsze.

Po obiedzie nastąpił czas na… drogę herbaty! 😀 Pamiętałam z zajęć jednak trochę mniej niż się spodziewałam. Podczas wykładu wprowadzającego dowiedzieliśmy się sporo o historii samej herbaty i jej nazwy – otóż herbata wyszła z Chin na dwa sposoby – drogą morską i lądową, z dwóch różnych prowincji. Ta od drogi lądowej zawiera w swojej nazwie “cha”, a ta od morskiej “tea”. I tu narodził się spory problem, bo sensei się nas spytał, jak w twoim kraju mówi się na “ocha”. U nas herbata, a ponoć wywodzi się to od lądowego “cha”… Hmmmm. Ale z drugiej strony mamy czajnik, to by się tu zgadzało! A co do herbaty to dla mnie brzmi jak od “herbal tea”, ale wtedy by nie pasowało do tej teorii. Trudna sprawa. Nie chcę sobie burzyć mojej wizji słowa wikipedią, więc niech pozostanie ta, być może błędna, teoria 🙂

Następnie mieliśmy możliwość obejrzeć z bliska różne przyrządy i czarki i wysłuchać wyjaśnień senseia o nich.

IMG_1873

Tutaj mamy zebrany popiół, który jest bardzo cenny w drodze herbaty. Tworzy się w nim różne wzory.

IMG_1874

Kensui, naczynie na zlewki.

IMG_1875

Czarka z motywem na święto dziewcząt Hinamatsuri, to już trzeciego marca!IMG_1876

Czarka przedstawiające kamienie Meotoiwa z Futami. Z niej piłam 😀IMG_1877 IMG_1878 IMG_1879 IMG_1880

Natsume, pojemnik z laki, w którym trzyma się sproszkowaną herbatę.IMG_1881

Chashaku, rodzaj łyżeczki, za jego pomocą nabiera się herbatę z natsume.IMG_1882

Mizusashi, ten wykonany z laki, pojemnik na świeżą wodęIMG_1883

Pojemnik na kadzidełko

IMG_1885

Tutaj należy oczyścić się przed wejściem do pawilonuIMG_1886 IMG_1887 IMG_1888

To duże pomieszczenie służy do ćwiczeń

IMG_1890 IMG_1892 IMG_1893

Ciężko było dopchać się do zrobienia zdjęcia otwartego natsume – wzór na nim przedstawia wóz będący przechowywany w Gekuu, a pod przykrywką jest namalowana Takamagahara, czyli wyżyna, na której przebywają niebiańskie bóstwa. W środku widać sproszkowaną zieloną herbatę.

IMG_1895 IMG_1896

Kompozycja kwiatów do ustawienia we wnęce tokonoma. Co ciekawe, kwiaty wstawiane są tam dopiero w drugiej części spotkania herbacianego chaji (茶事). Chaji jest formalne, trwa około 4 godzin, w pierwszej części je się posiłek, po około 20 minutowej przerwie podawana jest herbata. Podczas pierwszej połowy w tokonomie jest wywieszony zwój. Czemu kwiaty wstawiane są tak późno? Ponieważ jest w nich życie, więc należy je wystawiać w ich najładniejszym stanie, kiedy jeszcze ono w nich istnieje. A pozostaje tam jeszcze około dwóch godzin, czyli mniej niż trwa połowa chaji.

Niestety nie mam zdjęć z samego podania herbaty, gdyż trzeba było zająć się wtedy czymś ważniejszym – delektowaniem się atmosferą, herbatą i pysznym japońskim tradycyjnym słodyczem (jakkolwiek to brzmi, ale każdy z nas otrzymał po jednym, wytworzonym ze słodkiego ziemniaka), wagashi (和菓子). Mimo stroju ułatwiającego siedzenie w seiza i tak mi to niestety wiele nie pomogło i musiałam od czasu do czasu lekko się podnieść lub usiąść po turecku. Do tego po naszej malutkiej ceremonii na dobre 20 osób (licząc z senseiami i resztą ekipy) razem z Asią udzieliłyśmy małego wywiadu dla gazety na temat herbaty u nas w Warszawie. Mamy też zdjęcia… Plus nachalny pan reporter z telewizji zrobił mi niezbyt ciekawe ujęcie… Może je wytną 😛

Jutro jedziemy zwiedzać okolice Ise. Ciekawe, co zobaczymy 🙂

Zapomniałabym!

Jaki jest najdziwniejszy smak chipsów, jaki jedliście (nie licząc ogórka małosolnego)? Otóż dziś zakupiłam… śliwkowe. Tak tak. Bardzo dobre, choć ciężko opisać smak. Trochę słodkie, trochę kwaśne 😀

IMG_1905

Deszczowa piosenka (bez piosenki)

Niestety zgodnie z przewidywaniami spadł dziś deszcz, który dość mocno pokrzyżował nam plany poprzez utrudnienie zwiedzania tym razem buddyjskiej, ale nie do końca, świątyni Kongoushouji. Czemu nie do końca? Świątynia ta posiada na swoim terenie świątynie shintoistyczne, do których prowadzą bramy torii. Ale to nie wszystko. W jej głównym pawilonie, hondou, jest kilka kapliczek, w tym dla samej Amaterasu, które zostały przeniesione tam z budynku obecnie już nieistniejącego. W tej części również nie można robić zdjęć. Takie połączenie dwóch religii nie jest niczym dziwnym – w Japonii synkretyzm buddyzmu i shinto był na porządku dziennym, dopiero wraz z początkiem epoki Meiji w 1868 rozpoczęły się różne zmiany, w tym absolutne rozdzielenie obu religii.

Zanim pojechaliśmy na górę Asamayama, gdzie położona jest ta świątynia, wysłuchaliśmy wykładu na temat religijności w Japonii, powiązań natury z shinto oraz przedstawiono nam podstawowe informacje o Kongoushouji. Po przerwie na jedzenie pojechaliśmy autokarem do naszego celu. Górska droga była bardzo kręta, a przy wjeździe znajduje się ostrzeżenie o gęstej mgle. Faktycznie, bardzo szybko się pojawiła. Zrobiłam sporo zdjęć z autokaru, nie są niestety najlepszej jakości, ale do pewnego stopnia oddają wygląd góry. Jeszcze tylko ciekawostka – pierwszy raz spotkałam się z dostawkami niczym z teatru w autokarze – i to nawet z oparciem! A i w końcu zobaczyłam jakieś boisko do baseballa, jakby nie patrzeć sportu narodowego Japończyków 😉

IMG_1747

IMG_1746 IMG_1750 IMG_1754 IMG_1758 IMG_1771 IMG_1779 IMG_1782 IMG_1790

IMG_1815

Niestety z samej świątyni mam bardzo mało zdjęć 😦 Po wyjściu z muzeum zaczęło tak bardzo padać, że obawiałam się o stan aparatu. W stawie, widocznym na dwóch zdjęciach, są karpie koi, ale w taką pogodę niekoniecznie miały ochotę pływać.

IMG_1817 IMG_1818 IMG_1819 IMG_1820 IMG_1821 IMG_1860 IMG_1864 IMG_1865 IMG_1867

Przed wejściem na teren samej świątyni odwiedziliśmy muzeum pełne skarbów kultury japońskiej, w tym buddyjski posąg przedstawiający szesnastoletnią Amaterasu (który w pewnym okresie czasu został wykorzystany jako reklama pielgrzymek do Ise) czy autentyczny miecz używany przez Minamoto no Yoshitomo (XII wiek), który słynny jest ze słów wypowiedzianych podczas śmierci – został zabity w czasie kąpieli, więc nie posiadał przy sobie swojego miecza. Wyraził życzenie, że gdyby miał chociaż drewniany miecz… (to mógłby się obronić i kto wie jak potoczyłaby się historia). Bardziej niż on sam może być znany jego syn, Minamoto no Yoshitsune.

IMG_1825

IMG_1829 IMG_1830 IMG_1831 IMG_1834 IMG_1836 IMG_1842 IMG_1843 IMG_1844 IMG_1849 IMG_1850 IMG_1852 IMG_1853 IMG_1859

Tak przy okazji to na ostatnim zdjęciu jest informacja o zakazie ich robienia… Ale nam pozwolono 😀

Bardzo mi szkoda, że nie mam zdjęć z cmentarza. Można wykupić stupę, rodzaj nagrobka z drewna, na którym znaki są namalowane ręcznie. Stupy te dostępne są w różnej wysokości, aż do ponad 7 metrów. Zależnie od tego, jaką się kupi, stoi ona też różny okres czasu. Drewno ciemnieje, a pod wpływem opadów farba powoli spływa – podczas deszczu droga wyściełana po bokach stupami robiła wspaniałe wrażenie. Dodatkowo na niektórych z nich były przymocowane pamiątki po zmarłych, najczęściej czapki, lecz widziałam też krawat, okulary, zegarek i portfel.

Towarzyszyła nam też lokalna prasa – razem z Izą mamy zdjęcie jak głaszczemy po głowie posąg tygrysa, co ma zapewnić nam dużo mądrości. Po drugiej stronie była krowa, która daje szczęście. Pewnie wylądujemy w artykule… Cóż, w telewizji już byliśmy, a że link poszedł w eter to i tu go zamieszczę 🙂

Jutro herbata! Nie mogę się już doczekać możliwości ponownego wzięcia udziału w ochakai. Może i chodziłam na zajęcia tylko jeden semestr, ale bardzo mi się podobały 🙂

P.S. Bonus! Udało mi się podłączyć telefon i zgrać z niego zdjęcia 😀

20140223_185858

To nasz posiłek z wieczora dnia pierwszego – udon i tempura.

20140226_170203 20140226_170238

I prześliczne koty z Okageyoko-cho 😀 Zastanawiamy się tylko, czy są bezpańskie czy lokalne – nie uciekały od nas i miały wysypaną karmę na krawężniku. Być może są to po prostu koty wszystkich pracowników miasteczka 🙂

Oisemairi (w połowie)

W nawiązaniu do tytułu… Czemu w połowie? Oisemairi to tradycyjna pielgrzymka do Ise Jinguu, gdzie – bardzo upraszczając – najpierw odwiedza się Gekuu, a później Naikuu. Dziś odwiedziliśmy tylko Naikuu, ale za to w jakim stylu! Od razu uprzedzam, że w tym poście będzie baaardzo, ale to naprawdę bardzo dużo zdjęć. Zanim udaliśmy się na naszą pielgrzymkę naukową, wysłuchaliśmy wykładu o terenach, na których znajduje się Naikuu, ich zmianie na przestrzeni czasu i powrocie do dawnego wyglądu. Dawniej ludzie mieszkali prawie pod samą świątynią, obecnie jedynie do mostu Ujibashi, gdzie znajduje się pierwsza brama torii. Dodatkowo nie jest to zwykłe miejsce mieszkalne, a prawie wehikuł czasu – mieszkańcy wystylizowali dzielnicę na miasto z czasów Edo. Nazywa się ono Okageyoko-cho i pełne jest najróżniejszych sklepów. Ale szczegóły przy zdjęciach 🙂

IMG_1554

Droga od Gekuu do Naikuu pełna jest kamiennych latarni. Są one ofiarami od wiernych, a na każdej jest wyryte nazwisko dawcy. Niestety nie wiem, czy są zapalane.

IMG_1555 IMG_1556

IMG_1559

Po wykładzie pojechaliśmy autobusem pod Okageyoko-cho, gdzie w jednej z restauracji mieliśmy możliwość spróbować lokalnych specjałów – każdy z nas otrzymał makaron Ise Udon, większość osób wybrała Tekone-zushi, a ja, jeden wielki niejadek, wybrałam zestaw z krewetkami w tempurze, bo już wiedziałam, czego się spodziewać. Restauracja, która nas gościła, nazywa się Okunoya.

IMG_1563 IMG_1570

Z pałeczkami idzie mi na szczęście coraz lepiej 😀

IMG_1574

Moje krewetki – spróbowałam też miso i jakichś czarnych wodorostów – nie mój smak. Za to korzeń lotosu był bardzo dobry, japońska dynia zbyt słodka, nori wiem, że mi nie smakuje, a podejrzanego warzywa bałam się ruszyć 😀 Nie spróbowałam też tych rzeczy na prawo od miski z krewetkami. Za nią jest ukryta cytrusowa galaretka, bardzo dobra.

IMG_1575

A to sushi reszty. Jest też tutaj ta galaretka 🙂 Nie pytałam, jak smakowało, więc nie będzie komentarza.

Okazało się, że lokalna telewizja chce zrobić reportaż, jak zwiedzamy świątynię… Cóż, to pozwolę sobie przemilczeć, ze względu na moją fotogeniczność.

Świątynia otoczona jest górami i lasem – krajobraz po prostu zapierał dech w piersiach. Płynie przy niej też rzeka Isuzugawa.

IMG_1577 IMG_1579 IMG_1587

Przed mostem Ujibashi znajduje się pierwsza brama torii, przy której przekraczaniu należy się ukłonić. Ze względu na olbrzymią ilość odwiedzających most jest podzielony na dwie części, aby rozdzielić ruch in and out 😀

IMG_1586 IMG_1594

Na moście jest dużo takich metalowych wykończeń, w tym na jedno z nich pomaga w otrzymaniu szczęścia – zdjęcie będzie później, będzie łatwo poznać, gdyż w metalu są wyryte napisy.

IMG_1592 IMG_1597

Na prawo od mostu znajduje się resztka konstrukcji po poprzednim – most także zostaje odbudowany na nowo przy święcie Shikinen Senguu.

Teren za bramami torii również jest pełen zieleni i bardzo zadbany, ale niech zdjęcia mówią same za siebie. A i to duże drzewo wyglądające jak przerośnięte bonsai nie jest przerośniętym bonsai, ale należy do tego samego gatunku 🙂

IMG_1598 IMG_1604 IMG_1605 IMG_1607 IMG_1608 IMG_1609 IMG_1611

Na drodze do sanktuarium Amaterasu znajduje się jeszcze jeden most – kiedyś to on wyznaczał granicę, do której mieszkali ludzie. Za nim jest Temizuya – pawilon, w którym dokonuje się rytualnego oczyszczenia, lecz można też dokonać go kawałek dalej w rzece.

IMG_1612 IMG_1613 IMG_1615 IMG_1620 IMG_1624 IMG_1626

Co ciekawe, do rzeki nie wolno wrzucać monet, a ludzie mimo wszystko to robią.

Pierwszy pawilon jaki odwiedziliśmy jest zaraz obok rzeki. Poświęcony jest jej bóstwu opiekuńczemu, Takimatsuri no kami. Przez deski widać, że w środku znajduje się kamień – to w nim zasiada bóstwo.

IMG_1628 IMG_1634 IMG_1636 IMG_1637 IMG_1638 IMG_1639

IMG_1645

Dalej kontynuowaliśmy zwiedzanie, mijając różne pawilony użytkowe. Ciekawie wygląda sposób, w jaki zabezpieczone jest ucięte drzewo. Co do drzew – przeprowadzano jakieś prace konserwacyjne w lesie, a panowie, którym chciałam zrobić zdjęcie ciągle wychodzili rozmazani, więc razem z Kobayashi-san nazwałyśmy ich wróżkami 😀

Niestety – nie mam zdjęć pawilonu Amaterasu, gdyż nie można go fotografować żeby nie zakłócać spokoju bóstwa. Po wejściu na pierwszy ze stopni schodów prowadzących do świątyni obowiązuje absolutny zakaz robienia zdjęć.

IMG_1647 IMG_1658

Ofiarowałam Amaterasu monetę pięciojenową – goen. Jej nazwa wiązana jest z 縁(en), które znaczy przeznaczenie, powiązanie, szansa. Ogólnie jest to moneta uważana za szczęśliwą.

Po tym poszliśmy do innego pawilonu, w którym również czczona jest Amaterasu. Jest to jednak inny aspekt jej duszy – aspekt gwałtowny, Aramitama, podczas gdy w Naikuu czci się aspekt łagodny, Nigimitama. Po drodze minęliśmy bardzo stare drzewo – gdy się bliżej przyjrzy pniu, ma się wrażenie, jakby w środku był zamknięty człowiek – oraz kolejne budynki użytkowe.

IMG_1663

IMG_1666 IMG_1668

Jeden z pawilonów był właśnie w trakcie ponownej budowy. Aramatsuri no Miya jest już po odbudowie, a na zdjęciu widać nie do końca pusty plac po poprzednim pawilonie – jest tam drewniany budyneczek, w którym ukryty jest pal centralny, wokół którego budowany jest pawilon. Dodatkową ciekawostką jest to, że nie należy robić świątyniom zdjęć od frontu, aby nie zakłócić spokoju bóstwa.

IMG_1675 IMG_1676 IMG_1681 IMG_1682

W świątyni zakupiłam także pamiątki, ale że mają być prezentem, to ich nie pokażę 🙂 Na terenach Naikuu są też zwierzęta – karpie koi i kogut zwany shinkei, czyli boski kogut. Kogut jest ptakiem będącym wysłannikiem Amaterasu.

IMG_1686 IMG_1691 IMG_1694 IMG_1695 IMG_1700

Następnie poszliśmy do bardzo starego sklepu podającego kolejną specjalność lokalną – akafuku. Szczegółów z czego jest zrobione nie pamiętam, ale na pewno jest tam mąka ryżowa.

IMG_1704

Po tym posiłku otrzymaliśmy czas wolny i mogliśmy zwiedzić Okageyoko-cho. Niestety sklepy zamykają się tam o 17, więc nie mieliśmy go zbyt dużo. W dzielnicy jest pełno figur kotów, w tym także tych zapraszających szczęście i klientów do środka – manekineko. Bardzo ładny był też ogród w restauracji, gdzie jedliśmy chwilę wcześniej. Nawet małe drzewko zakwitło 🙂

IMG_1702 IMG_1707 IMG_1714 IMG_1716 IMG_1719 IMG_1721 IMG_1733

IMG_1734

Razem z Kobayashi-san postanowiłyśmy spróbować wróżby omikuji – wybrałyśmy te, które odpowiadają naszemu chińskiemu znakowi zodiaku, czyli w moim przypadku konia. Trafiłam na średnie szczęście 😀 W dużym skrócie – jak się postarasz to będzie dobrze.

Schowek02

Omikuji później przywiązuje się w specjalnym miejscu, aby nasze życzenia mogły się spełnić – albo żeby odpędzić zły los, jeśli wylosujemy pechowo.

Wrażenia z dzisiejszego dnia są naprawdę świetne, szczerze mówiąc nie czuję zmęczenia, a przeszliśmy bardzo dużo. Jutro stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo mamy iść w góry, a zapowiadają deszcz…

I ty możesz poczuć się arystokratką z Heian!

Z każdym kolejnym dniem dostajemy coraz materiałów i zdobywamy nowe doświadczenia. Dziś mieliśmy pół wykładów, pół zajęć praktycznych.

Pierwszy wykład dotyczył miasta Ise i tego, co w nim jest. Wbrew pozorom nie jest to tylko miasto świątynne! Znajduje się tutaj wiele innych, naprawdę wartych zobaczenia atrakcji. Jedną z nich są, być może również całkiem dobrze znane, Zaślubione Skały – Meoto Iwa.

Meotoiwa

Miasto słynie również z różnych specjałów kulinarnych – jednym z nich jest Ise Udon, który będziemy mogli jutro spróbować.

Następny wykład dotyczył historii świątyni. Dowiedzieliśmy się z niego o możliwych datach powstania, zmianach na przestrzeni czasu i co dość ciekawe – sposobach na obejście zakazu wyznawanie buddyzmu na terenach Ise Jinguu. Ba, część obiektów z samej świątyni jest wykonana przez buddyjskich mnichów.

Na dzisiejszy lunch wybrałam kilka mniejszych porcji. Najbardziej zaskoczyły mnie ziemniaki z cebulą i szynką – polskie smaki 😀 Krokiecik był z ryby, a tofu niestety mi zbyt nie zasmakowało. Pudding za to jest zupełnie innej konsystencji niż nasz polski.

IMG_1532

Przed następnym wykładem mieliśmy sporo czasu, więc szliśmy spacerem po kampusie. Znaleźliśmy pozostałość po dawnym budynku, w którym uczyli się parę pokoleń wcześniej. Poza schodami wszystko uległo niestety zniszczeniu.

IMG_1533

Ostatni wykład z dziś traktował o najważniejszych matsuri w Ise Jinguu. Jako, iż jest to temat mi najbliższy, starałam się zanotować jak najwięcej dodatkowych informacji.

Na zakończenie zajęć jednak nie obserwowaliśmy, jak uczą się przyszli kapłani – obejrzeliśmy krótki dokument o shinto, otrzymaliśmy od prowadzącego, który jest również kapłanem, odpowiedzi na wiele intrygujących nas pytań, w tym także o nazwę samej funkcji. Obecnie kapłan nazywa się shinshoku (神職), podczas przemian z epoce Meiji nazwa brzmiała shinkan (神官) a do czasów Edo kapłani nazywani byli kannushi (神主), jednak nazwa ta jest też spotykana obecnie w odniesieniu do osób o najwyższej randze.

Po części teoretycznej nastąpiła część praktyczna – mieliśmy możliwość założyć stroje wiernie bazujące na autentycznych strojach arystokracji (a dokładniej to kapłanów, ale że byli wysoko postawieni, to w dużym skrócie arystokracja) z epoki Heian. Niestety większość z nas nie potrafiła założyć hakamy czy zawiązać pasa, więc musieliśmy czekać na pomoc. Dowiedzieliśmy się także, w jaki sposób można było poznać rangę danej osoby.

IMG_1549

Otrzymaliśmy też wspaniały prezent – bardzo elegancki wachlarz. Wszystkie prezenty i pamflety z tych dwóch dni wrzucam poniżej na zdjęciu 🙂IMG_1551

Nie wiem, jak ja się zabiorę z powrotnym bagażem, jeśli ciągle będziemy dostawać tyle materiałów.

Jutro będziemy zwiedzać tereny przy Naikuu, co będzie poprzedzone wykładem na ich temat.

Dzień drugi

Czas na kolejny raport ;D Na szczęście obyło się bez żadnego problemu związanego ze zmianą strefy czasowej, dałam radę się wyspać bez komplikacji czy kłopotów z zaśnięciem.

Dziś oficjalnie rozpoczął się nasz program – Kogakkan Daigaku “Ise” to Nihon no Study Program. Rano poszliśmy spacerem na teren kampusu, gdzie miała miejsce ceremonia otwarcia. Poniżej parę zdjęć z tego spaceru.

IMG_1470 IMG_1471 IMG_1472

Otrzymaliśmy bardzo ciekawe pamflety i książki, jedna z nich na pewno przyda mi się do napisania pracy magisterskiej. Niestety nie było tak dobrze… Był też znienawidzony przez wszystkich studentów japonistyk i nie tylko na całym świecie 自己紹介, czyli przedstawienie się. Nie ważne ile razy to robisz, zawsze będziesz się stresować, taki tego urok 😀 Po przywitaniu nas przez osoby z uczelni i miasta dyrektor wygłosił krótki wykład o historii uniwersytetu, a następnie udaliśmy się na zwiedzanie kampusu. Pierwszą rzeczą jaka nas przywitała była próba tańca yosakoi.

IMG_1475

Studenci specjalnie dla nas pokazali cały układ. Było super! Jedyny minus to słońce świecące prosto w oczy, ale cóż poradzić. Na terenie kampusu jest wiele ciekawych budynków oraz muzeów, część z nich udało nam się zwiedzić. Podobnie jak i u nas w Warszawie jest tam też budynek w budynku, czyli pawilon herbaciany (nasz znajduje sie w BUWie). Ten nazywa się Jitsugetsuan (日月庵).

IMG_1477 IMG_1480

Najbardziej spodobało mi się muzeum, w którym przechowywane są rzeczy związane z Ise Jinguu. Byliśmy także z bibliotece, do której każdy z nas otrzymał kartę. Coś czuję, że spędzę tam dużo czasu na szukaniu materiałów do pracy, gdyż zbiór książek jest naprawdę bogaty.

Po zwiedzaniu nadeszła przerwa na jedzenie. Kare raisu! Wzięłam też yakisobę, ale duża porcja kare raisu była naprawdę duża, więc oddałam makaron osobie mniej najedzonej 😀 Kare raisu było przepyszne! Bardzo mi smakowało, ale następnym razem nie będę brać już dużej porcji, bo jest naprawdę jak dla chłopa do kosy ;D

IMG_1525

Po przerwie lunchowo-obiadowej poszliśmy zwiedzić okolicę uniwersytetu – zobaczyliśmy budynki pobliskich muzeów i odwiedziliśmy pierwszą świątynię – Yamatohimenomiya no jinja. Yamatohime no Miya uważana jest za założycielkę Ise Jinguu. Przydała mi się tutaj wiedza z zajęć z drogi herbaty, gdyż oczyszcza się wodą w taki sam sposób. Na zdjęciu jest zbliżenie na honden, główny budynek świątyni, w którym znajduje się shintai, czyli substrat bóstwa.

IMG_1530

Ponownie wróciliśmy na kampus, gdzie wysłuchaliśmy dwóch wykładów o historii miasta Ise – historii starszej i nowszej. Dowiedzieliśmy się z nich wielu ciekawych rzeczy, w tym o specjalnym statusie terenu, gdzie znajduje się Ise Jinguu (wcześniej nazwa miasta była inna) czy też o pochodzeniu samej nazwy. Bardzo przyjemnie słuchało się obu profesorów, dodatkowo wyświetlone były także prezentacje, które otrzymaliśmy w materiałach, więc wiedza na pewno nam pozostanie 🙂

Punktem kulminacyjnym dnia było przyjęcie otwierające w akademiku. Ponownie był nasz znienawidzony jikoshoukai, pojawił się także sam burmistrz. Było naprawdę przyjemnie, rozmawiałam praktycznie cały czas po japońsku, bardzo dużo się uśmialiśmy. Do tego była tona dobrego jedzenia oraz dużo alkoholu, ale mieszanie jest złe, więc zostałam przy piwie. Mowy zamykające w trakcie przyjęcia (nakajime) były strasznie śmieszne, trochę jak nasze pijackie toasty. Zostało sporo jedzenia, które wszyscy dzielnie zabraliśmy ze sobą do pokoi, aby się nie marnowało – nie można dopuścić do takiej sytuacji! 😀

Na koniec dnia będziemy moczyć się w ofuro i robić pełen relaks, a jutro czeka nas dużo wykładów o shinto i obserwacja, jak studenci uczą się, aby zostać kapłanami.

Dewa!

 

P.S. Jeśli dam radę dorwać się w ciągu dnia do internetu to będę też zamieszczać krótsze posty bez zdjęć a zdjęcia wrzucać wieczorem 🙂

Przybyłam!

Hej! Witam na moim blogu, gdzie będę opisywać wrażenia z trzytygodniowego pobytu w mieście Ise w Japonii. Gdzie jest Ise? W dużym skrócie: Japonia, wyspa Honsiu, prefektura Mie. Z czego słynie? Ze świątyni Ise Jinguu, na którą składa się wiele pomniejszych, a którym – można powiedzieć – przewodzą dwie – Naikuu i Gekuu. W Naikuu czci się boginię Amaterasu, która dała początek japońskiej linii cesarskiej i jest utożsamiana ze Słońcem, a w Gekuu Toyouke, boginię jedzenia i urodzaju. O tym będzie jeszcze więcej w miarę poznawania nowych informacji na zajęciach 🙂

Wrażenia z lotu mam pozytywne – leciałam pierwszy raz w życiu, ale nie miałam z tym żadnych problemów. Jedynie co to podczas przesiadki we Frankfurcie musiałyśmy bardzo się spieszyć, bo do przejścia było dobre pół terminala, a czasu mało. Spać było ciężko, jako tako mi się nie udało, jedynie kawałkami po jakieś pół godziny, ale nie jest źle – jak wstałam w sobotę rano o 7 czasu polskiego tak teraz mamy już niedzielę 22:30 czasu japońskiego i żyję. Chociaż sen powoli się zbliża… Po lotnisku czekał nas rejs stateczkiem, na szczęście udało mi się go przetrwać.

IMG_1461

Potem autobus i dotarliśmy do naszego lokum. Szybki prysznic na odświeżenie i zostaliśmy zabrani przez trójkę studentów do pobliskiego centrum handlowego, gdzie mogliśmy zaopatrzyć się w potrzebne produkty i ogólnie poznać okolicę. Tutaj pragnę podziękować dzielnym wolontariuszom za pomoc w dźwiganiu walizki 😀 Następnie pojechaliśmy do restauracji, której nazwy niestety nie pamiętam. Dostaliśmy pyszny udon i tempurę, do tego zamówiłam umeshu z sodą. Na deser miejsca już nie było. Porcja baaardzo wielka! Wstawiłabym zdjęcie, ale coś nie chce mi współpracować telefon. Pierwszy raz spróbowałam krewetkę – nie była zła, więcej, nie miała smaku! Za to udon! Tyle zabawy przy jedzeniu (i chlapania). Ślę konkretne pozdrowienia i podziękowania za świetne towarzystwo dla Kobayashi-san! Z Izą dostarczyłyśmy rozrywki reszcie grupy podczas zabawy w przytrzymywanie kciuka – nazwy też niestety nie znam.

I nastąpił koniec dnia 🙂 Po ogarnięciu pokoju czas na sen, jutro czeka nas zwiedzanie kampusu i oficjalne otwarcie. 緊張緊張!